wtorek, 4 listopada 2014

Rozdział 2

   Gdy się obudziłam była 6:30, a  Melissy nie było już w Akademiku. Założę się że ta dziewczyna wstaje codziennie o piątej. Ja zdecydowanie nie jestem tego typu osobą. Ledwo zwlokłam się z łóżka, motywowało mnie jedynie to, że był pierwszy dzień szkoły. Na ugiętych nogach poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam ogromne wory pod oczami. Wyglądały okropnie. Starannie zamaskowałam zmęczenie makijażem, choć nie zmieniło to wiele. Nadal wyglądałam jak siedem nieszczęść. Zrezygnowana wyszłam z łazienki i ubrałam przygotowane wcześniej, galowe ubrania - czarną, rozkloszowaną spódnicę, białe zakolanówki i biały, cienki sweterek. Jak zwykle beznadziejnie rozplanowałam czas i musiałam biec na autobus, który cały wypełniony był studentami ubranymi na galowo, przez co wszyscy wyglądali identycznie. Czułam, że to nie jest mój dzień, nieświadomie cała trzęsłam się ze strachu. Byłam tak zamyślona i przejęta nową szkołą, że nie zauważyłam kiedy autobus dojechał na ostatni przystanek a wszyscy wysiedli.
- Hej, panienko, to ostatni przystanek - kierowca wyrwał mnie z zamyślenia szorstkim tonem.
- Tak, tak. Przepraszam - mruknęłam pod nosem wysiadając.
Powoli wchodziłam po schodach do starego budynku uczelni. Nagle mój obcas zahaczył o schodek, a ja poleciałam do przodu. W ostatniej chwili ktoś złapał mnie w talii. Był to strasznie przystojny chłopak o czarnych włosach i szerokim uśmiechu.
- Um.. Dz.. Dziękuję - powiedziałam wielce zmieszana a zarazem zauroczona chłopakiem
- Nie ma za co, jestem Zayn - uśmiechnął się zawadiacko mrugając do mnie
Tonęłam w jego brązowych oczach. Serce biło mi jak oszalałe, ten chłopak był tak przystojny, a jednocześnie jego mięśnie sprawiały że się go bałam. Nie chcąc dać po sobie poznać jak bardzo mi się podoba odwróciłam się od niego bez słowa.
   Pospiesznym krokiem przeszłam przez biały hol za innymi uczniami. Niejaki Zayn jeszcze bardziej mnie zestresował, byłam strasznie roztrzęsiona. Dotarłam do ogromnej sali sportowej na której siedziała cała masa studentów. Wszystkie ławki były dokładnie oznaczone klasami, szybko odnalazłam swoją - wokalną. Powoli usiadłam obok ślicznej dziewczyny z włosami upiętymi w wysoki kucyk. Uśmiechnęłam się do niej nieśmiało na co uśmiechnęła się do mnie tak szeroko, że byłam w stanie zobaczyć jej wszystkie, idealnie proste zęby.
- Jestem Chloe - pierwszy raz od dwóch dni powiedziałam bez żadnego zająknięcia. Pewnie wynikało to z tego, że dziewczyna wydawała się być bardzo sympatyczna.
- Ariana - przedstawiła się , a na jej policzku dostrzegłam śliczny dołeczek
- Masz śliczną bransoletkę - powiedziała entuzjastycznie
-  Dziękuję, mi strasznie podobają się twoje buty - odpowiedziałam. Zdecydowanie nie byłam przyzwyczajona do komplementów.
- Dzięki, wybierałam je 2 godziny - Ariana zaśmiała się szczerze
- Mieszkasz może w Akademiku na Lexington Avenue? 
- Tak! Ty też? - zapytała z nadzieją w oczach, na co kiwnęłam głową. 
- Ale super! Misiu, musisz do mnie dzisiaj wpaść! - zaczęła krzyczeć z radości, po czym zaczerwieniła się prawdopodobnie uświadamiając sobie jak bardzo się uniosła. 
Entuzjazm nowo poznanej dziewczyny mnie zadziwiał. Ledwo mnie poznała, a już zapraszała do pokoju. Najbardziej jednak zdziwił mnie je zwrot "misiu", nikt nigdy się tak do mnie nie zawracał.
- Jasne, chętnie przyjdę - moje kąciki ust powędrowały w górę.
W duchu dziękowałam sobie, że już kogoś poznałam i nie będę odrzutkiem. Nagle w moich myślach pojawił się ten przystojny chłopak - Zayn. Jego oczy były tak urocze, jakby należały do małego dziecka, mogłabym się w nie wpatrywać godzinami. Jednocześnie jego muskulatura sprawiała zupełnie odwrotne wrażenie, pewnie mógł mieć każdą na zawołanie. Żałuję, że tak się zawstydziłam i od razu odwróciłam się do niego tyłem, chociaż pewnie śmiałby się z moich czerwonych policzków. Był taki pewny siebie, zaczepny. W sumie wiem, że nie miałabym u niego szans, zdecydowanie nie jestem w jego typie. Powinnam przestać o nim myśleć - postanowiłam.
- Chloe! - zawołala Ariana chwytając mnie za rękę i lekko ją pociągając, tym samym pomagając mi wstać.
- Już wszyscy wyszli - dodała. Byłam tak zamyślona, że nie zauważyłam kiedy wszyscy poszli w kierunku sal.
- Przepraszam, zamyśliłam się - odpowiedziałam.
- Nie gadaj tylko chodź - zaśmiała się dziewczyna. 
Ruszyłyśmy wąskim korytarzem, szukając odpowiedniej sali. 
- Nie mam najlepszej orientacji w terenie - uśmiechnęłam się pod nosem.
- No to mamy problem, bo ja też nie.
Na szczęście sale były ponumerowane po kolei, więc nie było to tak trudne jak obie myślałyśmy. Powoli uchyliłam drzwi do sali.
- Dzień Dobry - powiedziałyśmy obie w tym samym czasie 
- Hej Zayn! - Ariana spojrzała w róg sali, gdzie siedział dokładnie ten sam chłopak, który złapał mnie na schodach. Zrobiło mi się niedobrze.