- Pośpiesz się Chloe, masz już tylko pół godziny do autobusu! - krzyczała mama stojąc nad moim łóżkiem
-Co?? Czemu dopiero teraz mnie budzisz? - oburzona zerwałam się z łóżka, pod wpływem czego przed moimi oczami pojawiły się mroczki.
- Budzę cię już od 30 minut.
Obrzuciłam ja gniewnym wzrokiem nie mówiąc ani słowa. Szybko nałożyłam na siebie wytarte jeansy i jasny fioletowy sweterek. Związałam włosy w kucyk, który obwiązałam wstążką. Nie miałam na to czasu, ale bardzo zależało mi żeby dobrze wyglądać. Nałożyłam trochę podkładu i różu i delikatnie pomalowałam rzęsy. Jak zwykle nie zostało mi czasu na śniadanie. Szybko nałożyłam swoje ulubione koturny i wybiegłam z domu nawet się nie żegnając. Ledwo zdążyłam na autobus, w którym ludzie gnieździli się jak sardynki. Cała się trzęsłam na samą myśl o nowej szkole i akademiku, co jeśli mnie odrzucą? Co jeśli zostanę tą jedyną, której nikt nie lubi? Już przyzwyczaiłam się do pozycji "tej gorszej", ale naprawdę miałam dosyć życia na uboczu. Zawsze zazdrościłam tym wszystkim dziewczynom, które od razu mogą mieć każdego. Ja nawet boję się zagadać. We wcześniejszej szkole wszyscy uważali mnie za tą ładną dziewczynę, która nie potrafi się odezwać. Nagle autobus się zatrzymał a ja dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że przyjechał już na końcowy przystanek na którym wysiadam. Powlokłam się w stronę tramwaju, miałam jeszcze 10 minut do odjazdu. Byłam zbyt zestresowana, żeby się czymkolwiek zająć, więc po prostu siedziałam i patrzyłam przed siebie. Gdy wsiadłam do tramwaju nie było lepiej. Przez cała drogę robiłam coś na telefonie, starałam się nie myśleć co będzie. W końcu, po 7 godzinach jazdy wysiadłam w cudownym Nowym Jorku.
- Przepraszam, wolna taksówka?
- Tak, wsiadaj
- Do Akademika na Lexington Avenue proszę.
Reszta drogi taksówką minęła w zupełnej ciszy. Patrzyłam na widok za oknem, ale myślami byłam gdzie indziej. Wyobrażałam sobie siebie siedzącą na uboczu i grupki "przyjaciół" wszędzie naokoło. Próbowałam odepchnąć od siebie te myśli, ale nie mogłam. Dominowały mnie. Zapłaciłam taksówkarzowi i na nogach z waty poszłam do akademiku.
- Nazwisko? - zapytała ładna blondynka przy ladzie
- Starlight - odpowiedziałam drżącym głosem
- Pokój numer 214 na 2 piętrze. Współlokatorka już na ciebie czeka.
- dz-dziękuję - odpowiedziałam przerażona samym słowem "współlokatorka"
Powoli powlokłam się do pokoju. Wydawało mi się że zaraz zemdleję. Delikatnie zapukałam do drzwi. Ktoś bardzo powoli nacisnął klamkę, za drzwiami stała śliczna blondynka i uśmiechała się do mnie delikatnie
- Um.. Jestem Chloe - nieśmiało wyciągnęłam rękę.
- Melissa - przedstawiła podając mi swoją idealną, szczupłą dłoń.
Ubrana była w krótką spódniczkę w kratkę i białą, zwiewną koszulę. Wyglądała na bardzo inteligentną, pewnie była jedną z tych perfekcyjnych osób, które zawsze wszystko muszą mieć dopięte na ostatni guzik. Dziewczyna usiadła na swoim łóżku i zaczęła czytać książkę. Pomyślałam, że raczej nie porozmawiamy, więc zaczęłam się rozpakowywać. Nawet na chwilę nie spojrzała na mnie spod książki. Tak naprawdę nie odezwałyśmy się do siebie ani razu, oprócz krótkiego "Dobranoc". Melissa bardzo szybko usnęła podczas gdy ja wierciłam się i zadręczałam pesymistycznymi myślami. Mam nadzieje, że nie będzie tu aż tak źle jak to sobie wyobrażam.
__________________
Wiem że krótki, miałam straszny problem z jego napisaniem. Mam nadzieję, że potem się wkręcę i będzie lepiej. ☺





